| 01.09.2005 :: 15:22 Link |
Komentuj (4) |
Pogodno
"Uśmiech się"
Uśmiech się
Policz dobra czas
Zły duch mieszka tak daleko stąd
Miej chęć na miłosne gry
Słońce jest zawsze tam gdzie pada deszcz
Więc nie bój się deszczu
Bo ja jestem deszczem
Co pada na Twoje włosy
I na Twoje ręce
|
| 08.09.2005 :: 16:15 Link |
Komentuj (2) |
Myslowitz
"Dla Ciebie"
Dla Ciebie mógłbym zrobić wszystko
Co zechcesz powiedz tylko
Naprawdę na dużo mnie stać
Dla Ciebie zrywam polne kwiaty
Szukam tych najrzadszych
Naprawdę na dużo mnie stać
Dla Ciebie mógłbym wszystko zmienić
Mógłbym nawet uwierzyć
Naprawdę na dużo mnie stać
Najchętniej zamknąłbym cię w klatce,
Bo kocham na Ciebie patrzeć
Naprawdę na dużo mnie stać
(...)
|
| 09.09.2005 :: 14:25 Link |
Komentuj (1) |
Bo słonko uśmiecha się do mnie z samego rana.
Bo całą drogę do szkoły towarzyszył mi Coldplay.
Bo dziś jest piątek.
Bo 'Ola' mimo, że nie wygląda tak jak powinna to mi się podoba.
Bo ludzie dziś byli w gruncie rzeczy mili.
Bo Żółw od dziś nie jest Żółwiem tylko słonikiem ;D
Brakowało tylko Jego i tego zniewalającego uśmiechu.
A Balcer mi zwiała gdzieś i się chyba ukrywa.
I banan od ucha do ucha. O tak!

|
| 10.09.2005 :: 23:39 Link |
Komentuj (1) |
Ta piosenka chodzi za mną cały dzień..
Coldplay
The Scientist
come up to meet ya, tell you I'm sorry
you don't know how lovely your are
I had to find you, tell you I need ya
and tell you I set you apart
tell me your secrets, and nurse me your questions
oh lets go back to the start
running in circles, coming in tails
heads on a science apart
nobody said it was easy
it's such a shame for us to part
nobody said it was easy
no one ever said it would be this hard
oh take me back to the start
I was just guessing at numbers and figures
pulling the puzzles apart
questions of science, science and progress
do not speak as loud as my heart
and tell me you love me, come back and haunt me
oh and I rush to the start
running in circles, chasing tails
coming back as we are
nobody said it was easy
oh it's such a shame for us to part
nobody said it was easy
no one ever said it would be so hard
I'm going back to the start
|
| 13.09.2005 :: 19:54 Link |
Komentuj (3) |
Cichosza.
Wczoraj to się działo. Oj tak. Zwłaszcza na tokowej lekcji co zwie się 'wychowawcza'. Słowo brzmi groźnie i pewnie w wieku typowo przedszkolnym bym się przestraszyła. Ale wczorajsza lekcja była nawet miła. Bez tekstów typu: "Przynieść usprawiedliwienia! Kupić książki na angielski!" Nie, nie, nic z tego. Pani nas zdziwiła niemiłosiernie, kiedy oświadczyła, że pobawimy się w 'kolory'. Cholera poczułam się jak przedszkolak. Aż mi się buzia rozdziawiła ze zdziwienia. Żaba wyglądała podobnie.. No ale do rzeczy. Mieliśmy opisać w kolorach jak się czujemy. Najbardziej jak zwykle powalił nas wszystkich Wojtuś, co oświadczył dumnie, że czuje się granatowo w białe gwiazdki. Nie pamiętam co oznaczało to granatowo chujenka, ale wiem, że gwiazdki znalazły się tam, bo chce mu się spać. Przydało by się leżakowanie. Nie ma co. Następnie po tych wszystkich kolorach, gdzie przeważał zielony, dostaliśmy kartki. Ale tu również zdziwienie. Kartki zawierały test. O zgrozo! Ciarki przeleciały po plecach na samą myśl o jakimkolwiek teście. Ludzie przerażeni lookali po boki od kogo można tu ściągnąć. A pani Z. kolejny raz wycięła nam numer mówiąc, że test jest o sobie. Trudne pytania jak diabli. Pytanie które najbardziej mnie zastanowiło brzmiało : "Dwie rzeczy, które mi się w sobie podobają, to.." Masz ci los wzięli mnie pod włos! Po długim namyślaniu pozostawiłam piękną lukę. Uznałam, że później wrócę do tego pytania. No cóż nie wróciłam. Nowy kolega na punkt pt."Jest mi smutno.." dopisał 'kiedy mam wf w środku lekcji'. A Wojtuś na punkt o nazwie "Dwa słowa opisujące mnie" wpisał "Oj ty mały skurwysynku" co ponoć kiedyś powiedziała do niego sąsiadka, której pomógł w czymś. No nieźle. Mad w tym samym punkcie wpisała "wredna i chamska" Nie ma to jak samokrytyka co nie? A Żaba się zastanawiała czy dziwnie by brzmiało gdyby w "moim ulubionym deserze" wpisała lody z bitą śmietaną i czekoladą. Na co z Mad zareagowałyśmy salwą śmiechu ;)
Pani Z. uznała, że nie chce, żebyśmy mówili na Nią per profesor, bo czuje się staro. Co wojtuś skwitował tekstem "Pani Kasiuu"
Kolejna salwa śmiechu.
Miła była ta lekcja.
A mamuty pojechały na zakupy.
Oczekuję soku mafefkowego;)
Miłej reszty dnia
|
| 16.09.2005 :: 19:03 Link |
Komentuj (2) |
Czwartek, ponoć środek tygodnia, jak to mamut powiedział i impreza. Pomijam już fakt, że dla mnie środkiem tygodnia jest bardziej środa, bo ja liczę tygodnie po 'szkolnemu'. Ale nie o tym miałam. Ważniejsza jest w tym wszystkim impreza, bo to nie taka zwykła i nie byle kogo. Tak więc wyjaśniam z prędkością pędzącego strusia, że impreza była osiemnastkowa, przed czasowa i siostry Daniela. Szwagierki mojej, jakby to Danek streścił.
Przygotowywałam się do tego dnia przez niemalże tydzień, jak nie więcej, i to jeszcze raz przy świeczkach. Nastrój trzeba sobie zrobić a jak. Tak więc, wymęczyłam ołówki a także przy okazji kilka osób i się udało. No niby.. Z nastawieniem psychicznym było ciężej. Oj ciężko bardzo. Ale po kolei.
A na początku był chaos. O tak. A później Marta stworzyła włosy karbowane. I się zaczęło. Bo tak w gruncie rzeczy, to ja nie miałam co na siebie włoźyć. Normalnie poczułam się jak te baby, co o nich mówią, że mają pełną szafę ciuchów a nic wybrać nie potrafią. Bo tak było. Ale Mart ma głowę na karku i coś wybrała. Moja głowa nie wiem na jakim poziomie się znajdowała. Ale do rzeczy. Mart mnie ładnie pomalował, co mamut skwitował zdaniem "idź to zmyj! Tak nie wyjdziesz z domu!" Ale wyszłam. I dumnie podreptałam do buska. Ale to 'dumnie' skończyło się na busku. Po później to mnie strach nieziemski obleciał i miałam pełne porty. Bo nikogo nie znam. Szłam i jak głupia powtarzałam sobie w myślach to zdanie. I do tego Danek się spóźnił. Normalnie horrorszoł braciszkowie moi. Wojciechowska w drodze mnie wyśmiała, że ja do blue. No pasowałam tam jak gruszka na wierzbę. Ale jak przyszedł Danek schowałam swój strach głęboko do.. torebki(bo kieszeni to ja nie posiadałam) i ściskając Go za łapkę podreptałam za Nim.
Było ciężko.. przez pierwsze 10 minut. Bo później to się wszyscy rokręcili i paplali o wszystkim i wszystkich. Dowiedziałam się wielu bardzo ciekawych rzeczy. Np. Ilonka twierdziła, że błyszczyk to wyciera się w oparcie krzesła od dupy strony, bądź też w stół od dołu. No trzeba zapamiętać. I co ciekawe, Asia mówiła, że Alex z Balcer się uwielbiają i że są przyjaciółkami. Mi na to kopara opadła na sam parter. Jednak okazało się, że Ona zupełnie nie wiedziała kto to Alex. Dzięki Bogu, bo moje wyobrażenie o tych właśnie osobach by pewno się lekko zmieniło i nie byłoby za ciekawie.
Wytańczyłam się za wszystkie czasy przy takowych hitach 'radiowych' i innych takich. I było extra. Z siostrą (bądź też szwagierką jak to tam woli) też sobie potańczyłam, co Dankowi się nie podobało, bo został wypchnięty na bok. No ale tak łatwo się nie poddał i walczył do ostatniej chwili.
Szkoda tylko, że zostać dłużej nie mogłam, bo ponoć najciekawsze mnie ominęło. I pomijam już toalety i dziwne sytuacje w nich. A mianowicie ominęły mnie typowe akcje Dankowe. Czyli z jaskółek po których ma guzy na czole przeszło na batmany. Bo chciał ponoć ze sceny skoczyć 'jak batman' co skończyło się bliskim spotkaniem z posadzką. Nie ma co-zdolny chłopiec.
Jednym słowem było super :)
A może tak poprawiny?
|
| 18.09.2005 :: 21:18 Link |
Komentuj (1) |
Zimno, ciemno i dupnie jednym słowem. Ale tak jest na dworzu tylko. W domu prąd jest, co prawda zimno mi jak cholera, ale to tylko dlatego, że wstać mi się po bluze nie chce. No a dupnie.. trza się zastanowić. Na moje to kubusiowo jest. Tak.. Kubusiowo to jest od dobrego tygodnia z haczykiem. Kubuś jak Kubuś. Grubiutki, misiowaty i o smaku marchwi, banana i jabłka w jednym. Cud miód i orzeszki. Tak więc popijam takiego kubusia. Od dziś będę popijała go w pięknej kubusiowej szklaneczce koloru cerwonego z dodatkiem postaci Kubusiowej. Zdolna Effcia wymieniła uzbierane punkciki na szklaneczkę. No więc mam.. i zbieram dalej. Bo czerwona a nie zielona.
Tak ogólnie ładnie jest. Tylko dlaczego ta cholera mnie tak wzięła pod włos. Jak znależć czegoś nie mogę to mnie wkurw niemiłosierny bierze i rzuca po kątach. Niebezpiecznie wtedy wchodzić do pokoju bez jakieś zbroi zabezpieczającej i hełmu na głowie. Bo może boleć. W razie czego ostrzegałam.
Ale zaraz mi przejdzie bo herbata przyszła i cieplutko się robi. Na sprawdzian nauczyłam się jako tako. Motylek z motylkowej strony powiedziałby "A ja mam wszystko w dupie". Zgadzam się z nim całkowicie. Potrzebuję kopa i to dość mocnego, żeby bolało przez tydzień. Bądź takie północno-osiemnastkowe pasy, co by mnie na nogi postawiły. Bo pozwalam sobie na chandry i normalnie płakać się chce. Zwłaszcza kiedy do wieczora jest ładnie a później.. no właśnie.
Nie lubię wracać sama chyba.
Już przechodzi. Lepiej..
|
| 20.09.2005 :: 21:42 Link |
Komentuj (2) |
A dziś na tapecie to czekolada była. Pierw Ola mi wykład dała, o tym, ze jak bedę wcinać jedną czekoladę dziennie to z pewnością mi się lekko przytyje. Ciekawe rozmyślanie i nawet bardzo apetycznie brzmiące, ale myśląc logicznie, to ta czekolada mi zbrzydnie i po tygodniu będzie 'afe'. Tak więc szukam lepszej metody na przytycie w góra 2 tygodnie. I tu nie chodzi o 1 czy 2 kg tylko stawiam od razu na 5! Bo wygrać chcę, ale nie umiem.
Tak więc pierwsza o czekoladzie gadała mi Olka. Po Niej była Mad co zachwycała się filmem "Charlie i fabryka czekolady", co go przyjemność miała oglądać. W drodze do domu a dokładniej stojąc na światłach opowiadała mi, o czym ten film był. W pewnym momencie cała zadowolona wykrzykuje, że nawet morał zrozumiała. Ale z przekazaniem było ciężko. Morał owej bajki wg Madd brzmi tak: "Bo jak kurwa jesteś gruby, i jak kurwa wpierdalasz to chuj!" Ot co słowo w słowo. I za kija zrozumieć nie mogłam. Biedna Maddusia spróbowała jeszcze raz co brzmiało tak "Jak tyle wpierdalasz to Ci nawet Bozia nie pomoże" na co ja wydałam z siebie dziwny kwik, bo od śmiechu próbowałam się powstrzymać. Ogólnie pozytywnie.
Na gitarze to tez zabawnie było, bo facet co chwile mówił, że mam "graaaać wooolniej jaaaak żółw!". I oczywiście przed oczami ukazywał się żółw w postaci Katarzyny S., który po chwili mi się w słonia przemieniał. A słoń to dlatego bo pani od reli źle czyta nazwisko owej Katarzymy i wychodzi jakos tak słonikowo.
A tak z innej beczki to mi dziś kopara na sam parter opadła jak zobaczyłam stadion mojej szkoły. Ni w cholere uwierzyć nie mogłam, że takie cudo istnieje. Cały rok chodziłam do szkoły a takowego stadionu nie widziałam. Dobra jestem ot co. Najlepsza jest jednak droga do owego stadionu. Przełaziliśmy przez jakąś dziurę w płocie. Ciekawie było.
A mamut jest zadowolony i nawet oświadczył, że pokrowiec do gitary trzeba mi zakupić. Muszę Jej to przypomnieć za kilka dni.
tymbark na dziś: Daj mi szansę
|
| 21.09.2005 :: 22:32 Link |
Komentuj (2) |
Dzień senny był strasznie. Zasypiałam już na czwartej lekcji, a miałam osiem. Strasznie wręcz było, alem dzielna jest i wytrzymałam wszelkie katusze. Za to przerwy ciekawe były, kiedy to mnie z Maddusią 'obcy ludzie zaczepiali'. Owy pan co nas zaczepił, miał do mnie chyba interes, ale nie wyszło mu, bo to nie o mnie chodziło. Jego pytanie brzmiało 'na jaki instrument zapisałam się na naukę u tego faceta'. Jak powiedziałam, że na gitarę, to pan zrobił dziwny ryjek lekko skrzywiony w dół, bo myślał, że to właśnie ja na perkusję idę. Ale nie. Za to Maddusia się zgłosiła i mówi, ze to pewno o Nią chodzi. To panu na nowo ryjek się roześmiał i zaczął mówić o pałeczkach, które Maddusia powinna zakupić. Nawet zapamiętałam jakie. 135d. Jak wyglądają i czym się różnią od innych, to ja pojęcia zielonego nie mam i chyba Maddusia też. Ale to nic, bo i tak będzie grała. Ciężko będzie coś tak czuję. No i Bobik też ujawni swój schowany talent. Bo bębnienie w wszelkie przedmioty, które nasuwają się pod rękę dobrze mu wychodzi. Na moje to własnie perkusja do Niego pasuje.
A Lustrzana ma serducho po prawej stronie.. I do tego uśmiecha się do mnie zlekka śpiąco.
Branoc..
|
| 23.09.2005 :: 23:43 Link |
Komentuj (1) |
Dziś w szkole było jako-tako. Czyli bez wyraźnych emocji. Chociaż piątek jest. A może właśnie i dlatego? Wszyscy zmęczeni całym tygodniem wręcz ślinili się na myśl o domu i cieplutkim łóziu, co to na nich miało czekać. Na mnie też niby, bo łóżko to ja w pokoju mam nawet swoje własne, ale ono to raczej nie czekało na mnie cieplutkie. A miał być dziś dzień szczęśliwy. Wracając do domu widziałam kominiarza na rowerze. Od razu chciałam się złapać za guzik od spodni po czym skapowałam, że owego guzika to ja nie posiadam w tym miejscu. Chwyciłam zatem guziki od płaszczyka. Nawet dwa. Bo za rower, co też czarny jak kominiarz był. Może i dwa szczęścia? Jakaż ja naiwna byłam. I do tego kichnęłam 3 razy pod rząd z wielkim haczykiem, bo jak zaczęłam kichać to nie mogłam przestać. Też uznałam, że na szczęście, ale się przeliczyłam.
Smutno mi jak cholera od samego rana i nie wiem co z tym zrobić. Czegoś mi brak chyba. Płakać się chce na samą myśl. Marzę, by ten dzień się już skończył. Niech mnie ktoś przytuli.. :(
A na opisie zobaczyłam napis "nieba nie ma" i skojarzył mi się text piosenki co leci tak:
"Nie ma, nie ma nieba
Nie ma dla nas szans
Czasu, więcej czasu
Czasie daj nam szans.."
Ale dobrze, że chociaż Ty wierzysz w lepsze jutro. To dodaje sił..
|
| 25.09.2005 :: 13:44 Link |
Komentuj (2) |
25.09.2005
Dziękuję Ci za to, że jesteś.
Za twą wytrzymałość i upór,
Który stawia na nogi.
Za Twój optymizm,
Który przywołuje uśmiech nawet przez łzy.
Za Twoją wiarę,
Która dodaje sił i nadziei.
Za Twoje ramie,
Które ochrania mnie przed wszystkim co złe.
Dziękuję Ci, że jesteś..
Moim Aniołem,
Który nie pozwalił mi upaść
W ciągu ostatnich czterech miesięcy.
Dziękuję Ci, za to że jesteś..
Tak poprostu.
|
| 29.09.2005 :: 20:49 Link |
Komentuj (1) |
Leń ze mnie straszny. Przychodzę do domu i padam na pysk a później nie mam sił wstać nawet do kompa co stoi obok. To oznacza, że jest źle ze mną, bo nawet komp mnie nie rusza. Rusza mnie wtedy tylko.. jedzenie. Bom żarłok jeden ostatnio się zrobił. Przed zaśnięciem to ja podwójną kolację jem a jak zasypiam to z myślą o jedzeniu. Bosh! za coś mnie tak ukarał! weź ode mnie to jedzenie! No.. ale tylko na chwilke..
Ale nie o tym miałam. A miałam powiedzieć o tym, że ponoć na narkomankę wyglądam. A to przez lekcję wychowawczą co przyjemność miałam mieć w poniedziałek na boisku szkolnym. Pani Z. rozdawała tematy na prace w grupach. A tematy były ciekawe.. Najbardziej to mi się temat przyjaźni z tego wszystkiego spodobał i skojarzyła mi się wtedy jedna z pierwszych rozmów z Panem D. bądź BB, jak kto woli. Bo rozmowa właśnie przyjaźni się tyczyła. Ale ja znów od wątku głównego odbiegam. Bo nie o tym to ja miałam. Tak więc (wiem, że od 'tak więc' się nie zaczyna jak to pani Alex co chwile upomina) Pani Z przydzielała te prace. I był w tym również temat Narkomanii. Jak pani Z. doszła do owego tematu, to od razu oświadczyła, że ja napewno o tym napiszę. Na co mi szczęka do parteru spadła i po dłuższym zastanowieniu walnęłam: "A czy ja wyglądam na znawcę narkotyków?" Co pani Z. skwitowała pomrukiem, jakby chciała powiedzieć, że na narkomanknę to ja wyglądam tak z profilu. A później okazało się, że 'tak z profilu' to ja na wafelka wyglądam. No ale to inna sprawa.
Na gitarze byłam, mimo, że dwie pewne dziewczynki zrobiły ze mnie zrolowaną pasztetową. A wczoraj wacki były. I czułam się dobrze, bo mogłam spędzić z Nim choć troszkę czasu. Bo mogłam tam być tylko dla Niego. Bez nikogo innego na boku. Chyba tego potrzebowałam.
A teraz to mi się smutno jak cholera zrobiło i nawet jeść odechciało. Tak poprostu.
|
| 30.09.2005 :: 22:52 Link |
Komentuj (3) |
A wszystko z początku wyglądało normalnie. Najnormalniej w świecie dosłownie. Bo latarnie stały na swoich miejscach, samochody jeździły po ulicach i nic nie sprawiało choćby wrażenia, że coś się zmieniło. Nic nie wskazywało na jakiekolwiek zamiany..
A był to 25 dzień miesiąca zwanego wrześniem. Pierw musiałam się nieźle nawkurzać. Tak dla zasady. Bo czasem chciałabym poczuć, że tylko Ja i tylko dla Mnie. Ale łatwo nie było. A później ten słodki uśmiech i spojrzenie, które kruszy wszystkie lody. A mnie to powala na kolana. No i poległam. Później spacer, który również nie zapowiadał nic szczególnego. Do czasu.. Bo później to tylko szok był i słów brakło. Dan coś mówił, że rozumie jeszcze, że samochód można ukraść, ale takie coś..
A to 'takie coś' to nazwaliśmy "żółtym kolosem". Wielka machina, która miała kilka metrów w tą i kilka w tamtą. O Taaaaaka wielka. A tu nagle.. Nie ma! No dosłownie zapierdzielili kolosa. Jak zobaczyłam to czego nie było, a powinno być to mi szczęka na sam parter opadła. Niedługo znikną wszystkie 'nasze' miejsca. I co wtedy..? Jak to dobrze, że są zdjęcia. I wspomniania..
"Żółty Kolos"
|